Opowieść z życia wzięta, ma swój
początek na irlandzkiej budowie, a jej bohaterem jest Polski kreatywny
emeryt, zatrudniony jako pomocnik, a więc:
Już od dłuższego czasu nie mogłem poradzić sobie z brygadzistą,
częściej używał słowa "fuck", niż jakiegokolwiek innego słowa, w
rozmowie ze mną; wspomina z uśmiechem Nasz rodak. Ale któregoś
normalnego, czyli deszczowego irlandzkiego dnia, korzystając z okazji
że w biurze była prawie cała "śmietanka" szefów budowy, łącznie z moim
"brygadzistą/lingwistą", pod pozorem pozostawienia kluczy oraz
uzyskania ważnych informacji, wszedłem do biura. Kiedy pierwszą cześć
"ceremoni" miałem już za sobą; wspomina, kierując się już do wyjścia,
zapytałem: "mam jeszce jedno pytanie, co oznacza słowo fuck, jest to
chyba coś bardzo ważnego i miłego, bo ciągle w rozmowie ze mna używa go
mój brygadzista "Zmieszani słuchacze w ciszy rozejrzeli się po sobie,
gdy nagle zawstydzony brygadzista wstał i poprosił mnie na zewnątrz. Od
tego dnia nie miałem już problemów.
TK